Dziecko na emigracji

Młode polskie matki również emigrują, niejednokrotnie pozostawiając pociechy w Polsce, pod opieką dziadków. Kiedy ułożą sobie życie na obczyźnie, nadchodzi moment jednocześnie radosny i trudny – sprowadzenie dziecka. Rodzina jest w końcu razem, ale napotkać może pewne trudności. Zwłaszcza w szkole, w której skupia się proces adaptacyjny.


Opublikowano za: mojawyspa.co.uk, Źródło: polishexpress.co.uk, 22.03.2007


Jagoda i Adaś

Jagoda, 2,5 roku temu postanowiła zmienić swoje życie i opuścić rodzinny Toruń. Priorytetem dla niej stało się znalezienie pracy pozwalającej na spędzanie większej ilości czasu z synem.

– Praca w Polsce pochłaniała mnie bez reszty – opowiada. Rozwiązaniem tej sytuacji miał być wyjazd do Wielkiej Brytanii, gdzie mieszkał już i pracował jej siostrzeniec. Dziesięcioletni syn, Adaś, pozostał w Polsce pod opieką babci i ojca, z którym Jagoda wcześniej się rozwiodła. Początkowo pracowała w restauracji hotelowej, w tej chwili jest care assistant w domu opieki. Oczywistym faktem było, że Adaś dołączy do mamy. Jagoda powzięła szereg kroków, które miały przygotować grunt na przyjazd chłopca.

– Najważniejsze dla mnie było znalezienie stałego zatrudnienia, w godzinach, które pozwoliłyby mi na spędzanie czasu z synem – relacjonuje. Praca w domu opieki pozwoliła jej na wypracowanie odpowiednich zmian – wolnych weekendów i popołudni. Dotarła również do East European Advice Center, gdzie dowiedziała się, co przysługuje młodej mamie.
– To tam po raz pierwszy usłyszałam o child benefit i child tax credit. Nie są to duże sumy, ale w skali miesiąca i w perspektywie utrzymania dziecka każdy grosz się liczy. Kolejnym etapem przygotowań było znalezienie szkoły dla syna. – Odwiedziłam Town Hall i Departament Edukacji, gdzie dowiedziałam się jak wybrać szkołę. Podania można składać do sześciu szkół, w Wielkiej Brytanii istnieje obowiązek szkolny, więc dziecko na pewno będzie przyjęte.


Duże i szybkie zwroty podatku - PROMOCJA. Teraz tylko £30!

Hania i Michał

Hania zaszła w ciążę jako nastolatka, niestety nie udało się jej ułożyć życia z ojcem dziecka. Chcąc zapewnić synowi lepsze warunki bytowe wyemigrowała. Od ponad dwóch lat jest barmanką w Londynie. Pół roku temu Michał dołączył do mamy. Ich historia bardzo różni się od losów Jagody i Adasia. Syn Hani od początku przejawiał trudności adaptacyjne. Co rano bronił się przed pójściem do szkoły, zarówno angielskiej jak i polskiej. Płaczem i krzykami próbował wymusić na mamie pozwolenie na pozostanie w domu. Ze szkoły biegiem wracał do domu, najchętniej by go nie opuszczał.
– Nie wiedziałam, jak pomóc własnemu dziecku. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to była dobra decyzja – opowiada Hania. – Najważniejsze dla mnie było to, abyśmy byli razem, ale nie przypuszczałam, że będzie to tak trudne.
Michał często zgłaszał pretensje do mamy, że zostawiła go na tak długo w Polsce, że przez nią musiał zostawić wszystkich kolegów, rodzinę i przyjechać do obcego kraju. Przejawiał agresję, często podnosił głos. Dziś wszystko ma się ku lepszemu. Hania dużo rozmawia z synem, stara się dawać mu maksymalnie dużo wsparcia. Nie bez znaczenia okazało się poznanie polskich kolegów, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji. Razem łatwiej odnaleźć się w rzeczywistości emigracyjnej. Choć było bardzo ciężko i Hania zaczęła nawet rozważać powrót, dziś z optymizmem patrzy w przyszłość. Powoli Michał oswaja się z Londynem. Jest spokojniejszy.


AutoMoto, Motoryzacja, ogloszenia motoryzacyjne


Joanna i Kasia

Kasia wraz z mamą i bratem 2 lata temu dołączyła do taty. Pierwszą trudnością, na jaką natknęła się rodzina, było znalezienie szkoły. Gdy już znalazła się placówka, okazało się, że program nauczania w niej realizowany jest bardzo niski. Pani Joanna, mama Kasi, wybrała dla córki inną, ale tam brakowało wolnych miejsc.
– W końcu znaleźliśmy dla Kasi szkołę katolicką, o poziomie nauczania lepszym i podobnym do tego stosowanego w Polsce – opowiada. Problemem, jak zawsze w takich przypadkach, była bariera językowa, którą dziewczynka pokonała dość szybko. Im młodsze dziecko, tym szybciej przyswaja język. Trudniejszą do pokonania jest jednak bariera akceptacji ze strony rówieśników. W Wielkiej Brytanii dzieci nie mają zwyczaju spotykać się po zajęciach szkolnych, co utrudnia dzieciom emigrantów asymilację. Uczniowie są bardzo zajęci, dzieci polskie uczęszczają również do polskich szkół. Nie sprzyja to zawieraniu przyjaźni. Cały proces adaptacyjny odbywa się w szkole.

– Na początku przed każdym pójściem do szkoły bolała mnie głowa i brzuch – wspomina Kasia. – Dzieci są okrutne, początkowo fascynują się nową osobą, potem „nowy” staje się odrzutkiem, z którym nikt nie chce rozmawiać.
Po trudnych początkach Kasia odnalazła się, ma mnóstwo koleżanek, nie chce wracać do Polski. W opinii pani Joanny 1,5 roku to minimum, jakie trzeba dać dziecku na adaptację.


Joanna Boguszewska


Napisz komentarz


Komentarze są moderowane. Pisz na temat   “Dziecko na emigracji”. Uzupełnij tekst, podziel się swoja wiedzą i doświadczeniem. Nie zadawaj w tym miejscu pytań!
Pytania (prośby o pomoc) zadajemy na forum.

Należy wypełnić wszystkie pola




GOV.UK

HMRC

VOTE

TAXPOL